Restauracja BonŻur – ciekawe miejsce w centrum gdańskiej starówki

Restauracja BonŻur - wegeburger

Sierpniowe upały, jakkolwiek zachęcające do wylegiwania się na plaży i łapania promieni słonecznych, skutecznie zniechęcały do dalszych wypadów i łowienia nowości kulinarnych w restauracjach. 

Kulinarna dusza jednak wzięła górę i gdy tylko nastał odrobinę chłodniejszy (czytaj poniżej 30 stopni) klimat, decyzja była jasna – czas coś zjeść! W taki sposób trafiliśmy do restauracji BonŻur (no dobra, to i drobna rekomendacja od znajomych).

Co było na tak a co było na nie? Oto kilka szybkich punktów 

Szybka rezerwacja stolika przez internety i szybka reakcja obsługi. Sprawa załatwiona błyskawicznie! Na miejscu zastaliśmy równie pozytywną obsługę. Szybko znaleźliśmy stolik, chwilę potem na stół trafiły napoje (bez zimnego ani rusz!), a kelnerka odpowiedziała na wszystkie pytania dot. jedzenia (karta była trochę nietypowa więc trzeba się było upewnić co jest co).

1. PRZYSTAWKI

Podstawowym celem wyjazdu była kuchnia wege. Muszę przyznać, najdziwniejszym i najciekawszym daniem z karty był stek z arbuza (przystawka) oraz muffiny ze szczawiem z sosem serowym. Wybór przystawek stał się więc dość oczywisty (kto je muffiny nożem i widelcem!?). Nie jest to pierwszy raz kiedy jem stek z arbuza i tutaj nieco zabrakło sezonowania. Idę o zakład, że arbuz nie leżal wystarczająco długo w marynacie i w efekcie smakował trochę jak…ciepły arbuz. Nie zniechęcam, ale jeśli czyta to ktoś z restauracji to drobna sugestia aby popracować nad smakiem! Muffiny z drugie strony naprawdę dały radę! Zmieszane ze szczyptą sosu tworzyły bardzo przyjemną kompozycję smakową. 

2. DANIA GŁÓWNE

Pierwsza z czerwonej papryki z warzywami stanowiło małą zagadkę. Z jednej strony makaron, który był, chyba, domowej roboty, za co restauracja ma u mnie ogromnego plusa,  z drugiej zabrakło trochę smaku papryki. Jeśli takie było założenie przepisu, aby podejść do smaku z dystansem, to zrozumiem. Makaron nie był zły, ale mógł być odrobinę lepszy. 

Drugie danie to odwieczna zagwozdka każdej restauracji – wegeburger (lub burger wegetariański), czyli podróba mięsnego oryginału. Zacznę trochę od końca, bo muszę pochwalić…frytki, które nie wiem skąd, ale mieli naprawdę smaczne. Zero sosów ketchupów i innych wynalazków. Czysta fryta to jest to!  Przygotowanie samego burgera również zasługuje na dużego plusa. Ciekawa buła, nie za miękka nie za sucha, delikatny sos i tradycyjne dodatki. Sam kotlet (buraczany) dość cienki i trochę zabrakło mu intensywności buraka. Delikatnie więc puszczam oko, aby spróbować go jakoś podrasować. 

Czy wrocę do BonŻur? 

Zdecydowanie! Po pierwsze i najważniejsze, coraz mniej jest miejsc z ludźmi, którzy dają poczucie, że jestem mile widziany. Po drugie, pozycji w karcie jest naprawdę dużo i poprzestanie tylko na czterech zdecydowanie nie wystarczy. 

 

NAJNOWSZE WPISY
REKLAMA , BO ŻYĆ Z CZEGOŚ TRZEBA
KONIEC REKLAMY ;-)

Spodobał się artykuł? No to szybciutko sharuj!:

Facebook
Pinterest
Skype
WhatsApp
Email
Michał
Autor bloga i maruda hotelowa. Jeśli masz jakieś sugestie jak rozwinąć bloga lub chciał(a) byś zaproponować artykuł - pisz śmiało, na pewno się odezwę ;-) kontakt [at] trochetutrochetam.pl